Młode Orły samodzielnymi liderami

Autor: Jakub Kaczmarek Opublikowano dnia: 20 czerwca 2018 | Komentarze: 0

W minioną niedzielę, na warszawskim Bemowie, przy ul. Obrońców Tobruku 11 odbył się trzeci turniej juniorski w ramach rozgrywek PLFA J-8. Warsaw Eagles stanęli naprzeciwko Kozłów Poznań w bezpośrednim pojedynku liderów grupy.

Bezpośrednia rywalizacja Kozłów Poznań oraz Warsaw Eagles miała odpowiedzieć na pytanie, która z ekip, w większym stopniu, może pretendować do mistrzostwa Polski juniorów futbolu ośmioosobowego. Obie drużyny wygrały wszystkie swoje pojedynki w drugim turnieju w Poznaniu (z Bydgoszcz Archers oraz Młodą Husarią Szczecin), nie dając rywalom najmniejszych szans, więc to na nich skupiona jest większa uwaga. Wobec tego, to miał być prawdziwy pokaz charakteru obu zespołów, pokaz niezwykle dojrzałego i wyrachowanego – jak na poziom juniorski – futbolu, okraszony emocjami do samego końca.

Scenariusz ten sprawdził się tylko połowicznie. Wszystko przez kontuzję, już w drugiej akcji ofensywnej Kozłów Poznań, Macieja Kubickiego, który został niefortunnie uderzony w bark przy upadaniu na murawę, przez co w konsekwencji wypadł mu ze stawu i musiał zostać przetransportowany do szpitala. To całkowicie pokrzyżowało plany meczowe Damiana Łuca, który nie ukrywa, że w tym sezonie brakuje mu drugiego rozgrywającego. Strata Kubickiego, to nie tylko utrata egzekutora akcji podaniowych, ale prawdziwego lidera, który ma posłuch w szatni i na boisku. Jego przywiązanie do zespołu jest na tyle duże, że każdy z zawodników mocno przeżył tę kontuzję, jednocześnie mobilizując się nie chcąc zawieść swojego przywódcę. W jego miejsce pojawił się Kacper Pawlaczyk, który w tym sezonie łączy obowiązki skrzydłowego oraz biegacza, a na pozycji rozgrywającego czuje się najmniej komfortowo (w okresie przygotowawczym do rozgrywek spędził cztery treningi na tej pozycji). Nie mając jednak żadnego pola do manewru, trener Łuc musiał postawić właśnie na niego, co wiązało się ze świadomością braku możliwości rozrzedzania defensywy podaniami. Co prawda, 17-latek wykonał kilka prób, ale na próżno, a jedna z nich zakończyła się przechwytem w końcówce drugiego spotkania, co nadało rozpędu przeciwnikom. Większość akcji przeprowadzana była biegowo, a większą część odpowiedzialności za ich powodzenie wzięli na siebie Pawlaczyk oraz Ivo Jakubowski. Ten drugi również nie był w pełni dyspozycjny, bowiem gracz zmaga się z lekkimi urazami, przez co musiał często schodzić z boiska. To powodowało, że trenerzy nie mieli dużego pola manewru w kreowaniu akcji, przez co wszystkie serie były realizowane bardzo opornie, jedno-płaszczyznowo.

Jakby tego było mało, swoją drużynę osłabił również Markus Graja, który w końcowej fazie trzeciej kwarty pierwszego meczu, został wyrzucony z boiska za niesportowe zachowanie. Postawa bezmyślna i kompletnie niepotrzebna, lecz wynikająca z ogromnej determinacji, chęci udowodnienia sobie i innym, że są w stanie walczyć pomimo przeciwności. W momencie, kiedy potrzeba było spokoju i dojrzałości, do głosu doszły emocje, które trudno stłumić w tak młodym wieku. Zejście Markusa o tyle komplikowało sytuacje, że do momentu kiedy przebywał na boisku, to wraz z Patrykiem Stachowskim udawało się powstrzymywać przeciwników w bocznych sektorach, po jego zejściu ten element nie był już tak regularnie solidny.

Oczekiwań nie spełnił również Adam Jackowiak (cornerback), w którego Wojciech Perz i trener główny pokładali duże nadzieje, widząc w nim nawet MVP formacji defensywnych. Niestety, duża ilość, tzw. miss tackli powodowała dużą nieskuteczność po jego stronie boiska. Tackle – to miał być element, w którym mieliśmy obejrzeć największą poprawę w stosunku do turnieju w Poznaniu, lecz – jak się okazało – sztab szkoleniowy potrzebuje więcej jednostek treningowych, aby odmienić to oblicze.

Wielkopolanom sił i determinacji starczyło tylko do końca drugiej połowy, drugiego spotkania. Na ostatnią część wyszli dodatkowo bez swojego nominalnego linebackera Szymona Cempury, który występuje również na pozycji skrzydłowego. Jego obowiązki co prawda przejął Adam Nyczak, ale nie podtrzymał wystarczającej jakości i trzy szybkie przyłożenia gospodarzy wyjaśniły losy turnieju.

Orłom takich problemów udało się uniknąć, choć kilku zawodników również musiało przedwcześnie zakończyć swój występ. Patrząc z boku na to, co dzieje się z przeciwnikami, konsekwentnie realizowali plan taktyczny, czekając na błędy rywala. W pierwszym meczu doczekali się w ostatniej akcji. Na około dwie minuty przed końcem, po dobrym odkopnięciu i zatrzymaniu w obronie przez Kozły, juniorzy Eagles musieli rozpocząć serię na swoim 15 jardzie. W ciągu dwóch minut udało im się pokonać większą część boiska, ale czas dobiegał końca. Wynik ustaliła ostatnia akcja, wykonywana już po czasie gry, po wcześniejszym przewinieniu jednego z graczy z Poznania. Marcel Smoleń wykorzystał złe krycie i udanie podał do Kacpra Jaszewskiego, ustalając wynik spotkania i ostatecznie przesądzając o zwycięstwie Eagles.

Drugi mecz również został zdominowany przez formacje obronne, przez co gospodarzom znów ciężko było przedostać się do strefy punktowej. Podopieczni Jakuba Zdunia cierpliwie prowadzili swoje serie za co zostali nagrodzeni w trzeciej kwarcie. Najpierw Marcel Smoleń popisał się 25-jardową akcją biegową, następnie dekoncentrację Kozłów wykorzystał Aleksander Bargieł przebiegając 32 jardy, a wynik ustalił – w ostatniej odsłonie – Maciej Latała.

- Po zejściu Kubickiego, w pierwszej chwili, uszło z nas trochę życia, ale tylko na chwilę, bowiem później wstąpiła w chłopaków niesamowita moc, za co jestem im bardzo wdzięczny. W przerwie powiedzieli mi, że „zrobią wszystko co w ich mocy dla Macieja”, a to pokazuje jak silnie zgrany i związany to zespół oraz jaką rolę pełni w niej nasz rozgrywający. W pierwszym meczu udało nam się jeszcze postawić twarde warunki gry posługując się hartem ducha, wolą walki, fizycznością i siłą mentalną. Niestety, straciliśmy przyłożenie w samej końcówce, co mocno poirytowało drużynę, która poczuła dużą gorycz. Nie jest łatwo się podnieść, kiedy drużyna zostaje pozbawiona swoich liderów i najmocniejszych ogniw. Straciliśmy wszystkie atuty jakie mieliśmy, co przełożyło się na dwie porażki, których nie dało się uniknąć. Mimo to, jestem zbudowany postawą zespołu, który nie załamał się i walczył do ostatniego wytchnienia, pokazując, po raz kolejny, że są prawdziwymi Kozłami z krwi i kości. - relacjonuje Damian Łuc, trener główny Kozłów Poznań.

- Na pewno pojedynki z juniorami Kozłów Poznań były najcięższymi naszymi meczami w tym sezonie. Zespół z Poznania grał bardzo fizyczny futbol. Jeszcze przed meczem życzyliśmy sobie wzajemnie z Damianem Łucem braku kontuzji. Niestety, nie udało się tego uniknąć po obu stronach i na pewno częściowo miało to wpływ na przebieg całego turnieju. Wyjątkowo oba mecze były odmienne od siebie. Jako trener jestem bardzo dumny z moich podopiecznych. Ponownie stanęli na wysokości zadania i udowodnili potencjał jaki w nich drzemie. Jeśli zaś chodzi o samo wydarzenie, to udało nam się ponownie stworzyć na Bemowie atmosferę pikniku i futbolowego święta. Na trybunach zasiadła duża ilość kibiców, wśród nich rodziny i znajomi graczy i to zarówno tych z Warszawy, jak i Poznania. Można było spotkać trenerów i zawodników seniorskiej sekcji Eagles, czy zawodników Rhinos Wyszków, wspierających swoich juniorów występujących w naszych barwach. Razem stworzyło to niepowtarzalną atmosferę niewiele odbiegającą od spotkań topligowych. - podsumowuje Jakub Zduń, trener główny Warsaw Eagles.

Warsaw Eagles J-8 – Kozły Poznań J-8 12:6 (6:0; 0:0; 0:0; 6:6)

I kwarta

6:0 - przyłożenie Marcela Smolenia po 56-jardowej akcji biegowej

IV kwarta

6:6- przyłożenie Kacpra Pawlaczyka po 5-jardowej akcji biegowej

12:6- przyłożenie Kacpra Jaszewskiego po 15-jardowej akcji po podaniu Marcela Smolenia

Kozły Poznań J-8 – Warsaw Eagles J-8 8:28 (0:0; 0:0; 8:20; 0:8)

III kwarta

0:6 - przyłożenie Marcela Smolenia po 25-jardowej akcji biegowej

0:12 - przyłożenie Aleksandra Bargieła po 32-jardowej akcji biegowej

0:20 - przyłożenie Kamila Lelujki po 5-jardowej akcji biegowej (podwyższenie Kacper Jaszewski po podaniu Marcela Smolenia)

8:20 - przyłożenie Kacpra Pawlaczyka po 22-jardowej akcji biegowej (podwyższenie po podaniu Kacpra Pawlaczyka)

IV kwarta

8:28 - przyłożenie Macieja Latały po 6-jardowej akcji biegowej (podwyższenie Gabriel Kłosowicz po podaniu Szymona Jedlińskiego)

MVP Turnieju: Marcel Smoleń QB (Warsaw Eagles J-8)

MVP Ofensywy: Kacper Pawlaczyk WR/QB (Kozły Poznań J-8)

MVP Defensywy: Maciej Latała CB (Warsaw Eagles J-8)

Jakub Kaczmarek
j.kaczmarek@plfa.pl
Biuro Prasowe PLFA