PLFA J-8: "Chcemy nawiązać do tradycji Husarii Szczecin"

Autor: Jakub Kaczmarek Opublikowano dnia: 24 maja 2018 | Komentarze: 0

W historii juniorskich rozgrywek województwa zachodniopomorskiego mieliśmy już trzy drużyny. Gryfici Szczecin, Ułani Barlinek, Husaria i Ułani, potem współpracowaliście z Kozłami Poznań, aż w końcu doczekaliśmy się Młodej Husarii, która jest bezpośrednio związana z Husarią Szczecin. Przypuszczam, że to nie była łatwa droga, by stworzyć juniorską sekcję Husarzy?

Piotr Roszak (trener główny Młodej Husarii Szczecin J-8): Zgadza się. Współpraca z Kozłami Poznań w zeszłym sezonie przyniosła nam o tyle dużo korzyści, że nasi zawodnicy mogli zagrać na dość wysokim poziomie. Doszliśmy do turnieju finałowego, więc poczuliśmy smak prawdziwej rywalizacji i gry o największą stawkę. Co do współpracy z Ułanami, to bywało różnie w ostatnim roku, gdyż w swoim składzie dysponowali dwoma, może trzema futbolistami i mogliśmy grać tylko sami, choć nazwa wskazywała coś innego. W końcu postanowiliśmy – byłem jednym z pomysłodawców – stworzyć własną drużynę, która będzie nawiązywała do „starej Husarii”, a tak naprawdę będziemy juniorami. Chciałbym zbudować silne zaplecze, które w przyszłości będzie dużym wzmocnieniem dla dorosłej Husarii. Chciałbym tak przygotować zawodników, aby do sekcji seniorskiej wchodzili już przygotowani, wiedzieli czego się spodziewać na boisku, mieli kilka sezonów doświadczenia.

To, że założyliśmy tę drużynę świadczy o tym, że myślimy długofalowo. Staram się przygotować drużynę w taki sposób, żeby efekty mojej pracy były widoczne za dwa, może trzy lata. A kto wie, może i za rok. Do tej pory poświęciłem czas po to, żeby ta drużyna w ogóle się ukształtowała i postaramy się jak tylko możemy, żeby pokazać, że już coś potrafimy zagrać. Mój plan skupia się na tym, żeby „ósemki” jak i „jedenastki”, a później zespół seniorski tworzyli spójność, nie było wyrwane z kontekstu. Mam nadzieję, że uda się do tego doprowadzić. Przygotowania do kolejnych rozgrywek – mówimy o PLFA J-11 – będzie jedynie rozszerzeniem tego wszystkiego, czego już się nauczymy w PLFA J-8.

Po tych wszystkich przetasowaniach i ostatecznym uruchomieniu Młodej Husarii można powiedzieć, że Szczecin i futbol amerykański mają przed sobą lepszą przyszłość?

Jestem bardzo zadowolony z naszych rekrutacji, bo przyszło do nas kilku naprawdę wartościowych zawodników. W swoim życiu uprawiają, bądź uprawiali, różne sporty, co jest dla mnie dużym wsparciem. Mówimy o trójboju siłowym, pływaniu, piłce nożnej (nawet na dość wysokim poziomie, bo jeden z nich należał do sekcji Pogoni Szczecin), więc mam w swojej drużynie kilku ciekawych „rodzynków”.

Natomiast, jeśli chodzi o współprace z miastem, to zmieniło się to bardzo na plus, dlatego że zmienił się dyrektor Wydziału Sportu, który rozumie, że inne sporty – niż tylko piłka nożna – też są w naszym mieście i niekoniecznie muszą to być topowe zespoły czy najbardziej popularne sporty. Dotychczasowa współpraca pozwoliła nam na zakup nowych strojów, niezbędnego sprzętu do gry, więc rysuje się ona bardzo dobrze.

Chcielibyśmy nawiązać do tradycji Husarzy, a więc twardej gry i żelaznej defensywy. Jeżeli chodzi o ofensywę, to postaram się zagrać niekonwencjonalnie, aby nasi przeciwnicy musieli bardzo długo zastanawiać się co zaraz wymyślimy.
Chcielibyśmy nawiązać do tradycji Husarzy, a więc twardej gry i żelaznej defensywy. Jeżeli chodzi o ofensywę, to postaram się zagrać niekonwencjonalnie, aby nasi przeciwnicy musieli bardzo długo zastanawiać się co zaraz wymyślimy.
Piotr Roszak, trener główny Młodej Husarii Szczecin

Kto pomagał i pomaga Tobie w przygotowaniach?

W sezonie przygotowawczym pomagało nam wielu trenerów. Przez kilka miesięcy była z nami Lakisha McClendon-Kee, która jest sierżantem sztabowym w amerykańskim kontyngencie Korpusu NATO. Niestety, skończyła już swój kontrakt w Polsce i musiała wracać do Stanów Zjednoczonych, ale jej pomoc była nieoceniona, bo chłopacy dostali ostry wycisk.

Zostali z nami: Michał Turek, z którym grałem jeszcze za czasów „Złotej Husarii” Olafa Wernera. Był tam zawodnikiem defensywnym, więc jest odpowiedzialny właśnie za tę formację. Andy Rauch – Amerykanin, który przeprowadził się do Polski i z racji tego, że jest zakochany w futbolu amerykańskim, jak każdy zza wielkiej wody, swoją wiedzą, zaangażowaniem pomaga Michałowi. Adam Bączyk, to kolejny zawodnik, z którym grałem pod okiem Olafa. Dodatkowo, w sezonie przygotowawczym zapraszałem kilku trenerów personalnych, żeby urozmaicić treningi i sądzę, że też dzięki temu jesteśmy dobrze przygotowani kondycyjnie, siłowo. Czy taktycznie i mentalnie? Zobaczymy.

Mam wrażenie, że juniorzy to taka grupa, z którą trzeba posługiwać się jak z jajkiem, aby ich nie zrazić od początku, ale też nauczyć dyscypliny, współpracy, tego wszystkiego co niesie za sobą futbol.

Zdaję sobie sprawę, że szesnasto-, siedemnastolatek ma już poziom hormonów tak wysoki, że czasem wystarczy niewielka iskierka, żeby powstał wybuch. Nie mniej jednak, staram się być dla nich czasami kolegą, czasami ojcem, a czasami traktuję ich bardzo twardą ręką. Staram się to wszystko tak wypośrodkować, żeby nie czuli się stłamszeni czy przygnieceni. Czasami muszę im pokazać, że to o co ich proszę albo nakazuje żeby zrobili, jest możliwe do zrealizowania, więc chcąc świecić dla nich przykładem sam też to wykonuje. Myślę, że w ten sposób buduje jakoś swój autorytet, nie tylko ze względu na to, że sam kiedyś trenowałem, zdobywałem mistrzostwa. Jestem trenerem, który też pokazuje, że jeżeli coś mówię, to znaczy, że to można zrobić.

Jaką wartość, według Ciebie, niesie za sobą futbol ośmioosobowy?

Jest to bardzo dobra forma, aby przekonać wszystkich młodych zawodników, że jest to naprawdę fajna gra, ale też przygotowania się do tego „tradycyjnego” futbolu jedenastoosobowego. Zdaję sobie sprawę, że nie ma jeszcze ligi dla sześcio-, ośmiolatków, więc taką formułę uważam za bardzo dobry pomysł, która przynosi wiele korzyści również dla seniorów, którzy nie łapią się do pierwszego składu.

Co prawda na wnioski przyjdzie jeszcze czas, ale czy już teraz widzisz w kimś potencjał na świetnego futbolistę, który może być przyszłością nie tylko Husarii, a nawet reprezentacji?

Posiadamy kilku naprawdę wyróżniających się zawodników i jak tylko zostanie powołana do życia reprezentacja Polski, to myślę, że będę mógł kilku graczy polecić. Jestem naprawdę ciekawy tego, co pokażą na tle przeciwników, bo podczas treningów jest to jednak inna gra.

Jakiego stylu gry można się po Was spodziewać?

Chcielibyśmy nawiązać do tradycji Husarzy, a więc twardej gry i żelaznej defensywy. Jeżeli chodzi o ofensywę, to postaram się zagrać niekonwencjonalnie, aby nasi przeciwnicy musieli bardzo długo zastanawiać się co zaraz wymyślimy.

Osobiście bardzo lubię styl, który preferował Olaf Werner, czyli tzw. „oldschool”. Mam na myśli starą szkołę amerykańską, która kiedyś funkcjonowała i dobrze się sprawdzała. Dlaczego? Dlatego, że próbuję dostosować styl gry, umiejętności, siłę, technikę do tego, czym dysponujemy. Nie można ściągać zagrywek z boisk NFL i przekładać je na polskie podwórko, bo uważam, że to nie ma najmniejszego sensu. Siła, szybkość, technika zawodników z najlepszej ligi świata jest niewspółmiernie wielka do tego co sami gramy i powinniśmy dostosować styl gry do tego co mamy. Uważam, że taki styl wzięty, np. z poziomu amerykańskich liceów, przełożony na polskie warunki jest stylem adekwatnym i tym kieruję się w swoich przygotowaniach.

Bydgoszcz Archers, Warsaw Eagles i Kozły Poznań – to ekipy, z którymi przyjdzie Wam się zmierzyć. Orły przez dwa ostatnie sezony stawali na podium, a Kozły przed rokiem udowodniły, że dysponują mocną, silną ekipą. Łucznicy rok temu osiągnęli półfinał, więc coś co do tej pory nie było możliwe. Jak widzisz Młodą Husarię na tym tle?

Oczywiście do wszystkich drużyn podchodzę z bardzo dużym szacunkiem. Sam pracowałem w ubiegłym roku w Kozłach Poznań, więc wiem, że jest to bardzo doświadczona i zdyscyplinowana drużyna. Jeżeli chodzi o Łuczników, to szczerze przyznam, że jeszcze nie miałem przyjemności poznać ani oglądać ich poczynań. Za to Eagles to niezwykle doświadczona ekipa, która potrafi grać, wygrywać i wiedzą po co grają. Starałem się przygotować moich chłopców do tego, żeby wyszli na boisko i jak najlepiej zagrali to co potrafią. Mam nadzieję, że jeśli wypełnią nasze wszystkie założenia i przełożą - to wszystko czego nauczyli się przez te ostatnie miesiące - na boisko, to przyniesie oczekiwane wyniki i będziemy mogli święcić również zwycięstwa.

Od marca prowadzicie akcję, w której zbieracie pieniądze na niezbędny sprzęt i zaplecze futbolowe. Z jak dużym oddźwiękiem się spotkała i do kiedy można jeszcze Was wesprzeć?

Jeszcze przez kilka miesięcy będziemy zbierali pieniądze, które będą przeznaczone nie tylko na nasze potrzeby, ale również leczenie chorego chłopca, którego choroba wymaga dużego nakładu pieniędzy i rehabilitacji. Jest to zatem akcja długofalowa, w której – mam nadzieję – weźmie udział duża liczba osób. Zatem, do tej pory cieszy się zadowalającym oddźwiękiem, ludzie bardzo miło ją odbierają.

Niedługo udostępnimy również drugą część naszego filmu z cyklu: „Polowanie na dzika”, czyli na mnie, więc będzie można obejrzeć dalsze losy dzieci, które szukają swojego trenera. Mam nadzieję, że do końca zbierzemy kwotę, którą sobie nałożyliśmy i to pomoże nam rozwinąć jeszcze bardziej nasze skrzydła.

Jakub Kaczmarek
j.kaczmarek@plfa.pl
Biuro Prasowe PLFA