PLFA J-8: "Zależy nam na dobrej grze i zabawie"

Autor: Jakub Kaczmarek Opublikowano dnia: 23 maja 2018 | Komentarze: 0

Z jednej strony PLFA J-8 jest poświęcona z myślą o klubach, które nie mają wystarczającej ilości młodych adeptów futbolu, aby móc wziąć udział w rozgrywkach jedenastoosobowych. Z drugiej, to świetna okazja do rozpoczęcia swojej przygody, przekonania się do tej dyscypliny sportu, poznania jej tajników, by później z większą pewnością zasilić szeregi sekcji „jedenastek”. Z punktu widzenia trenera, czym dla Ciebie są te rozgrywki w kontekście szkolenia młodzieży?

To nie do końca tak, przede wszystkim rozgrywki PLFA J-8 dedykowane są graczom do lat siedemnastu, a J-11 do lat dziewiętnastu. W J-8 na boisku wstępują więc najmłodsi adepci futbolu amerykańskiego w Polsce. Dla bardzo wielu z nich jest to początek przygody z tym sportem. Na tym etapie, przede wszystkim, skupiamy się na nauce podstaw i próbie znalezienia dla poszczególnych zawodników najbardziej pasujących im pozycji. Dla nas jako trenerów liga J-8 jest wysoce nieprzewidywalna. Dopiero "w boju”, podczas meczów będziemy w stanie tak naprawdę zweryfikować czego udało nam się nauczyć naszych podopiecznych w okresie przedsezonowym, a nad czym musimy jeszcze popracować.

Bez wątpienia juniorzy to niezwykle istotna sekcja dla przyszłości klubu. To właśnie oni mają stanowić o sile drużyny seniorskiej i walczyć o najwyższe cele. Jednak, to chyba nie jest najspokojniejsza praca na świecie? Oprócz podnoszenia umiejętności czysto sportowych – z racji wciąż niskiej świadomości i niszowego statusu dyscypliny – trzeba zainteresować nowych rekrutów.

Wydaje mi się, że w kwestii szkolenia młodzieży kluczowe są dwa aspekty. Trzeba wierzyć w to co się robi oraz starać się zarażać ludzi swoją pasją. Przede wszystkim, jako organizacja, staramy się cały czas rozwijać, z miesiąca na miesiąc, z roku na rok coś poprawiać i ulepszać. Stale stawiamy sobie nowe cele, bo wierzymy w to, co robimy i chcemy, żeby członkowie sekcji juniorskiej w przyszłości decydowali o sile dorosłej drużyny. Po drugie, cały sztab trenerski stanowią osoby, dla których od wielu lat futbol amerykański stanowi ważną część życia. Gra w futbol zapewniła nam mnóstwo emocji i wspomnień. Teraz kiedy nie jesteśmy już aktywnymi zawodnikami, chcemy pokazać innym tę drogę i zaszczepić im „futbolowego bakcyla”.

W takim razie, kto będzie go zaszczepiał w tym roku?

Przede wszystkim sztab tworzą ludzie z pasją. Staram się angażować i zbierać wokół drużyny juniorów możliwie jak najwięcej osób. Trzon stanowią: Marek Włodarczyk, pełniący funkcję defensywnego koordynatora, Jan Cenkier (trener przygotowania motorycznego, linebackerów oraz zespołów specjalnych), Ja (pełniący funkcję trenera głównego oraz koordynatora ataku) i Dominik Sucharzewski (trener trzeciej linii obrony). Trzy pierwsze osoby od bardzo wielu lat związane są z drużyną Eagles. W zasadzie każdy z nas miał udział w sukcesach pierwszego zespołu. Każdy z nas rozegrał w PLFA blisko 100 spotkań – niektórzy jeszcze pracują, żeby tę magiczną granicę przekroczyć (śmiech). Także doświadczenia nam nie brakuje. Czwartym stałym członkiem kadry jest Dominik Sucharzewski, który dopiero nie dawno przestał być juniorem, ale już teraz posiada dużą wiedzę futbolową oraz mimo młodego wieku może się poszczycić certyfikatem trenerskim.

Zawodnicy sprowadzani zza granicy do drużyny seniorskiej, to nie tylko wartość dodana z perspektywy jakości na boisku, ale też poza nim. Zastanawiam się, czy Christopher Jeffrey/Jack Marton są w jakiś sposób zaangażowani w przygotowania juniorów?

Cóż, z tzw. "importami" bywa różnie. W przeszłości niektórzy z nich pomagali w pracy i rozwoju młodzieży, inni skupiali się wyłącznie na swoich zadaniach w zespole seniorskim. W tym roku mamy wyjątkowe szczęście. Zarówno Chris Jeffrey, Jack Marton, a także Lee Rose (defensywny koordynator Eagles) zaangażowali się bardzo w program juniorski. Ich doświadczenie i praca, którą włożyli - szczególnie w okresie zimowym - są bezcenne. Jack i Chris stanowią dla chłopaków wzór postawy na boisku, Lee zaraża ich entuzjazmem i uczy techniki (jeszcze nie tak dawno sam występował w I dywizji NCAA). Teraz, o ile tylko ich obowiązki im na to pozwalają, stale starają się nas wspierać, za co jestem im naprawdę wdzięczny.

Wydaje mi się, że w kwestii szkolenia młodzieży kluczowe są dwa aspekty. Trzeba wierzyć w to co się robi oraz starać się zarażać ludzi swoją pasją. Przede wszystkim, jako organizacja, staramy się cały czas rozwijać, z miesiąca na miesiąc, z roku na rok coś poprawiać i ulepszać. Stale stawiamy sobie nowe cele, bo wierzymy w to, co robimy i chcemy, żeby członkowie sekcji juniorskiej w przyszłości decydowali o sile dorosłej drużyny.
Jakub Zduń, trener główny Warsaw Eagles J-8

Rok 2015 był chyba „najczarniejszym” okresem w Waszej historii. Siódme miejsce na turnieju finałowym w Poznaniu było więcej niż niespodzianką i zawodem. Nie mniej, już w następnym roku odbiliście się od dna i zakończyliście sezon na drugim miejscu, a jeszcze kolejny na trzecim. Jak ten rozwój programu „Eagles Juniors” opisałbyś ze swojej perspektywy?

Cóż, może w 2015 nie osiągnęliśmy drużynowego sukcesu, ale nie był to również rok najgorszy. Jeśli dobrze pamiętam, turniej finałowy był bardzo intensywny, do rozegrania były trzy mecze w ciągu weekendu. Już w pierwszym przytrafiły się kontuzje kilku kluczowym zawodnikom, drugi tylko pogłębił ten problem, stąd brak końcowego wyniku. Jednak nie można odebrać osobom, które tam były, zaangażowania i woli walki.

Z kolei moja trenerska przygoda z juniorami Eagles rozpoczęła się od rozgrywek PLFA J-8 w roku 2016. Było to dosyć przypadkowe. Pojechałem z nimi jako pomocnik na pierwszy turniej do Płocka, a skończyłem jako pierwszy trener (śmiech). Ale wrażenia i doświadczenia z tamtych rozgrywek są niezapomniane. „Armia 18-stu" walczyła cały sezon i ostatecznie udało się wywalczyć srebro. Od tego momentu staram się konsekwentnie budować fundament pod przyszłe sukcesy mojej drużyny.

Natomiast sezon 2017 był zupełnie innym doświadczeniem. Przepracowany cały okres przygotowawczy, budowa drużyny na zupełnie niedoświadczonych graczach i ostatecznie trzecie miejsce. Super, choć niedosyt pozostał. Zobaczymy co przyniesie nam obecny rok.

Warszawa, z racji swojego położenia geograficznego oraz największego obszaru, wydaje się idealnym miejscem do rozwoju klubu, pozyskiwania młodych talentów. Jak to wygląda z Waszej perspektywy?

Warszawa to, wbrew pozorom, trudny teren. Z jednej strony, oczywiście, duże miasto i duża ilość potencjalnych talentów, z drugiej jednak konkurencja w postaci innych dyscyplin. Ilość ofert zajęć dla dzieci i młodzieży jest olbrzymia i trudno się na tym rynku przebić, pokazać niezwykłość futbolu amerykańskiego. Poza tym to spore i tłoczne miasto. Z miejsca w którym mieszkam, w godzinach szczytu, szybciej dojechałbym do Łodzi, niż na leżący na drugim krańcu Ursynów (śmiech). Także dla niektórych dotarcie na trening wymaga sporo zaangażowania i logistyki. Nieustannie zwiększamy jednak liczbę uczestników naszych zajęć, więc wydaje się, że zmierzamy w dobrym kierunku.

Archiwum Warsaw Eagles

Wasz program juniorski wychował i wydał takich zawodników jak: Tadeusz Bellaby, Aleksander Kawiarowski, Dominik Wołowiec, Kamil Małecki, Patrick Biskupski, Wojciech Tyczyński, Adrian Jóźwik, którzy już trenują i grają z kadrą seniorską. Niektórzy mają nawet wpływ nawet na jej jakość. Widzi Pan w tegorocznym składzie kogoś, kto może do nich dołączyć?

Program juniorski prowadzimy od samego początku, odkąd w Polsce pojawiły się rozgrywki dedykowane osobom niepełnoletnim. W tym czasie udało nam się już rozwinąć talent kilku osób, które obecnie grają w składzie Eagles, bądź też grają lub grały w innych drużynach w kraju.

Niedawno juniorami oficjalnie przestali być: Dominik Wołowiec, Kamil Małecki, Antek Grobel, Wojtek Tyczyński, czy Tadek Bellaby, a takich zawodników jak: Olek Kawiarowski, Adrian Jóźwik, Patrick Biskupski, Patryk ElHajjami, Kuba Szambelan, czy Przemek Gajczyk, będziemy jeszcze obserwować na boiskach podczas rozgrywek J-11. Jest jeszcze co najmniej kilka osób, które walczą o pierwszy skład drużyny seniorów, a będzie szansa zobaczyć ich w tym sezonie np. na boiskach PLFA 8. W obecnej ekipie, którą szykujemy na rozgrywki PLFA J-8 jest również kilka nazwisk (których nie wymienię, żeby im się nie poprzewracało w głowach (śmiech)), o których mam nadzieję w przyszłości usłyszymy w kontekście rozgrywek Topligi, a może i kadry narodowej.

Opierając się na dostępnych danych, średnia doświadczenia całej drużyny wynosi jeden sezon. Mimo to, jak myślisz, jak silna to ekipa? Czy ma szansę na tak duży sukces jakim, bez wątpienia, byłoby pierwsze mistrzostwo w historii występów w PLFA J-8?

W chwili obecnej mamy ok. 19 osób, które występowały w poprzednim sezonie J-8 i ok. 15 debiutantów. Jesteśmy więc mieszanką niewielkiego doświadczenia i całkowitego braku doświadczenia, ale właśnie o to chodzi. Szczerze mówiąc, nie skupiamy się konkretnie na wywalczeniu mistrzostwa. Zależy nam na dobrej grze i na dobrej zabawie, a jeśli uda nam się osiągnąć jedno i drugie to samo w sobie stanie się gwarancją naszych sukcesów.

Nie tak dawno, razem z KS Bydgoszcz Archers, zorganizowaliście wspólny „obóz przygotowawczy”, w którym mogliście sprawdzić się na tle innej drużyny. Jak wspominasz ten czas i co powiedziało Ci to zespole?

Camp z Bydgoszcz Archers stanowił ważny element, zamykający pierwszy etap naszych przygotowań do tego sezonu. Wspominam go bardzo dobrze, udało nam się wspólnie dobrze przepracować ten czas, zebrać materiał do dalszych analiz i przygotowania się lepiej do rozgrywek. Była to przede wszystkim szansa na rywalizację z „kimś innym”. Przez długi okres rywalizowaliśmy na treningach tylko we własnym gronie. Wiele osób znało swoje mocne i słabe strony, a tu mieliśmy możliwość skonfrontowania się z kimś kogo nie znaliśmy. W przyszłości na pewno będziemy powtarzać takie spotkania jak to.

Czy czeka nas duża zmiana w prezentowanym stylu gry w porównaniu do zeszłego sezonu?

Raczej nie. Nasze założenia pozostają bez zmian. Playbooki również, co nie znaczy, że będziemy grali tak samo jak w latach poprzednich. Dostosowujemy się do osób, które mamy w składzie. Cały czas pracujemy nad egzekucją zagrywek w ataku i obronie i cały czas sprawdzamy co nam wychodzi, a co nie.

Będziecie rywalizować z Bydgoszcz Archers, Młodą Husarią Szczecin oraz Kozłami Poznań, a więc zespołami, które posiadają wielu ciekawych i perspektywicznych zawodników.

Sądzę, że rywalizacja będzie bardzo zacięta i wyrównana. Dodatkowo w każdej z drużyn znajdują się zawodnicy wyróżniający się na tle swoich rówieśników i na nich będziemy musieli uważać najbardziej. Nam przede wszystkim zależy, aby nasi gracze zdobyli, niezbędne w ich dalszym rozwoju, doświadczenie. Myślę, że będzie ciekawie i już nie mogę się doczekać naszych meczów.

Jakub Kaczmarek
j.kaczmarek@plfa.pl
Biuro Prasowe PLFA