CENTRUM MECZOWE 10 czerwca, 2012 15:00

Kozły
Poznań
7
0 I 21
0 II 7
7 III 10
0 IV 0
- OT -
38
Eagles
Warszawa
rozwiń ͮ
 

Znowu szarzej

Opublikowano dnia: 16 czerwca 2012 | Komentarze: 0

Amerykański sen Kozłów dobiegł końca. Mecz z Eagles był powrotem do nieco mniej kolorowej rzeczywistości, ale poznaniacy pokazali, że może dzięki krótkiej przygodzie przyszłość będzie się dla nich jawiła w jaśniejszych barwach.

Objazdowa firma treningowa „Mark Philmore i Przyjaciele” spędziła w stolicy Wielkopolski pięć owocnych tygodni, pół sezonu. Niebiescy przegrali co prawda z trzy z tych pięciu spotkań, w tym szczególnie bolesny, odbierający im playoffy, mecz z Rebels, ale chyba nie powinni żałować tego doświadczenia.

Pechowo
Możliwe, że najlepszym meczem Kozłów w tym sezonie był ich minimalnie przegrany wyjazd do Wrocławia, gdy byli o krok od zaskoczenia zespołu ze ścisłej czołówki. Z Eagles, już bez wsparcia graczy zza Oceanu, szanse na to były znacznie mniejsza. Jak w pierwszej serii spotkania w Poznaniu pokazali gracze z Warszawy, praktyczne żadne. Zaczynali swój atak co prawda z 7. jarda przed własnym polem punktowym, ale seria dobrych podań pozwalała im wyjść z opresji, nawet mimo wcześniejszego powalenia Kevina Lyncha przed linią znowienia. Duże zdobycze terenu zwieńczyło w końcu 30-jardowe podanie do Grzegorza Janiaka. Po tym zagraniu Orły wyszły na prowadzenie.

Gospodarze pokazali jednak, że w ostatnich tygodniach nauczyli się nie obawiać nawet najsilniejszych zespołów. Zaczęli bez kompleksów, dobrym biegiem rozgrywającego, Przemysława Gołębiewskiego (skoro Philmore może tak biegać, czemu nie mieliby tego robić inni?). Do pierwszej próby brakowało im tylko dwóch jardów więc zagrali dobrą akcję podaniową. Jednak złapaną już piłkę wypuścił po chwili z rąk Bartosz Trawiński. Orły przejęły futbolówkę i szybko skorzystały z dobrego miejsca na boisku. Dwa biegi, a po nich drugie tego dnia przyłożeniowe podanie do Janiaka zwiększyło wynik na 14:0 na korzyść przyjezdnych.

Pewnie
W kolejnym ataku Kozły nie zdobyły już prawie żadnych jardów i musiały odkopywać futbolówkę. Dokładnie na połowie boiska z powietrza złapał ją Norman Seignious i... po minięciu wszystkich rywali zakończył swoją akcję powrotną dopiero w polu punktowym. Na trybunach głośno cieszyli się kibice Warsaw Eagles, którzy są kolejną po Rebels Nation grupą regularnie podróżującą za swoimi ulubieńcami. Po trzecim straconym touchdownie ofensywa Kozłów znów nie ugrała nic w ofensywie, ale jeszcze przed końcem pierwszej kwarty na wysokości zadania stanęli wreszcie defensorzy gospodarzy. Powstrzymani w trzech próbach Eagles próbowali kopnięcia z pola, ale bez skutku.

W meczu z Seahawks będziemy walczyć na pewno o jak najlepszy wynik. W razie porażki? Myślę, że każdy wiele wyciągnął z gry w tym sezonie, przede wszystkim ze wspólnej gry z Markiem, Meechem, Deante i z Johnym. Wiadomo, że będzie wielki niedosyt szczególnie że mieliśmy playoffy na wyciągniecie ręki w Katowicach.
Michał Konrady, skrzydłowy Kozłów

Pokrzepieni tym poznaniacy zdobyli wreszcie kilka pierwszych prób dzięki dobrym biegom Trawińskiego i Huberta Gabrysiaka. W okolicach 50. jarda ich marsz został jednak przerwany, w dużej mierze przez flagę za falstart (a szkoda, bo kolejny udany bieg zaliczył rozgrywający). Do pracy w tym momencie wróciły Orły, a w szczególności gracze, których wcześniej znaliśmy tylko z popisów w defensywie i formacjach specjalnych. Kilka podań w poprzedniej serii złapał ustawiony jako skrzydłowy Seignious, a w tej jedno, ale na aż 40 jardów i przyłożenie dodał ... Claude Tindong. Obaj zawodnicy pokazali w swoich akcjach, że potrafią zastąpić Tyrone'a Landruma (lekko kontuzjowanego przy pierwszym wykopie meczu, później tylko odpoczywającego przy linii bocznej) co najmniej przyzwoicie.

Pozytywnie
Takie eksperymenty, mimo że częściowo wynikające z konieczności, pokazywały też że Eagles mogli w tym spotkaniu przetestować nowe rozwiązania. Te mogą się przydać w półfinałowym pojedynku. Wszystko wskazuje na to, że w meczu otwierającym drogę na Stadion Narodowy warszawianie zmierzą się z Devils. O wynik w Poznaniu drużyna ze stolicy nie musiała się już szczególnie obawiać (mimo że przed przerwą Kozły znów zatrzymały ją w czwartej próbie, nie pozwoliły punktować i same zdobyły w końcówce sporo jardów, m.in. dzięki podaniom złapanym przez Michała Konrady'ego). Po przerwie stery ofensywy gości przejął już Roman Iwański, który w końcówce trzeciej kwarty pomógł Janiakowi zdobyć przyłożenie numer 3. Wcześniej podał jednak raz w ręce rywali. Przechwyt ważny dla gospodarzy, bo od razu na ich jedyne tego dnia punkty zamienił go Jakub Kowalczyk.

Czwarta kwarta była ciągłą wymianą mniejszych ciosów, które nie zmieniły jednak w żaden sposób wyniku. Kozły nadal próbowały swojej mieszanki biegów rozgrywającego i krótkich podań, a swoją twardą defensywą udało im się jeszcze m.in. wymusić fumble. Poznanianie przegrali ostatecznie co prawda 31 punktami, ale w tej sytuacji (nawet biorąc pod uwagę, że Eagles potraktowali drugą połowę nieco bardziej rekreacyjnie), to chyba i tak lepszy wynik niż ich porażka 0:27 na otwarcie sezonu, w Warszawie. Dlaczego? Bo w rewanżu Eagles to znacznie lepiej działająca drużyna niż 8 kolejek wcześniej. O niespodziance nie było więc mowy - cóż, bez amerykańskiego wsparcia mecze z czołówką będą dla poznaniaków znów trochę bardziej szare... - ale Niebiescy w swoim wyłącznie krajowym składzie to teraz solidna drużyna. Podobnie jak Orły, również znacznie lepsza i lepiej zorganizowana niż 8 kolejek temu. I z jeszcze jaśniejszymi perspektywami na przyszłość.


Do ostatniego tchu
Z Michałem Kanradym, skrzydłowym Kozłów Poznań, rozmawia Adrian Fulneczek.

Graliście z Eagles też na inaugurację sezonu. Dużo się u was pozmieniało od tego czasu?
Tak, na pewno zaszła spora zmiana, od pierwszego spotkania w Warszawie z Eagles. Zespół jest dużo bardziej zgrany i nabraliśmy też dużego zaufania do siebie nawzajem.

Kilka tygodni z graczami z USA zostawiło na was jakiś ślad?
Oczywiście, każdy z nas wiedział że taka okazja, by trenować z tak utalentowanymi i doświadczonymi zawodnikami nie zdarza się często. Obserwowaliśmy każdy ruch, każdy element ich zachowania na boisku, dzięki czemu z treningu na trening wychodziliśmy na pewno wzbogaceni nowymi doświadczeniami, które miejmy nadzieje zostaną w nas jak najdłużej.

Zdaje się, że po pobyciu w Poznaniu Marka Philmore'a dużo częściej – i z lepszymi skutkami - niż wcześniej próbowaliście biegów rozgrywającego?
Przemysław Gołębiewski nie grał wcześniej na pozycji rozgrywającego więc można tego porównać do gry przed przyjazdem Marka, bo każdy z zawodników jest inną indywidualnością. Ale na pewno Przemek, mimo że grał na innej pozycji w czasie gdy w Poznaniu mieliśmy wzmocnienia, zaobserwował zachowania Marka, jego czytanie gry co zapewne posłużyło mu z Eagles.

Potrzebowaliście wygranej, żeby podtrzymać nadzieję na playoffy...
Założeniem na mecz z Warszawą była twarda (twarda przez duże T) gra, walka do ostatniej minuty, do ostatniego tchu. Mimo niekorzystnego wyniku postanowiliśmy tanio nie sprzedać skóry i walczyć do końca.

Z Seahawks będzie tak samo? Niespodzianki pozwoliłaby wam zdobyć upragniony awans. Ale jeśli się nie uda, jak ocenicie ten sezon?
W meczu z Seahawks będziemy walczyć na pewno o jak najlepszy wynik. W razie porażki? Myślę, że każdy wiele wyciągnął z gry w tym sezonie, przede wszystkim ze wspólnej gry z Markiem, Meechem, Deante i z Johnym. Wiadomo, że będzie wielki niedosyt szczególnie że mieliśmy playoffy na wyciągniecie ręki w Katowicach. Wierzymy że w przyszłym sezonie dzięki zebranym doświadczeniom tego sezonu będziemy mocniejszą drużyną.


Coraz lepiej
Z Brettem Peddicordem, kickerem i punterem Warsaw Eagles, rozmawia Adrian Fulneczek.

Mecz z Kozłami otwierał dla was sezon. Porównując to, jak graliście wtedy i dziś myślisz, że jesteście teraz lepszym zespołem?
Gramy na zdecydowanie wyższym poziomie. Wszystkie formacje znacznie lepiej radzą sobie ze swoimi zadaniami i naszym planem. Wiemy, co każdy gracz może nam dać na murawie, na co go stać. Ostatnio naszym problemem jest zresztą tylko próba wpuszczenia wszystkich naszych starterów na boisko w tym samym momencie. Kontuzje, szkoła i zawieszenia przeszkadzają nam w tym od paru spotkań.

Dzisiaj w ofensywie oglądaliśmy graczy, których zazwyczaj widzimy po drugiej stronie piłki. Nowe pomysły przed playoffami?
Swoją szansę w ataku dostało rzeczywiście paru graczy, w tym nawet ja. Improwizowaliśmy trochę, bo w otwierającym meczu wykopie lekki uraz przytrafił się Tyrone'owi i nie chcieliśmy ryzykować jego gry. Kontrowaliśmy mecz więc szansę dostali inni. Oczywiście możemy to wykorzystać w półfinale, ale kiedy Ty jest zdrowy, nie ma drugiego tak dobrego skrzydłowego w całej lidze, Dziś to była więc głównie ostrożność.

Przede Wami co prawda jeszcze mecz z Rebels, ale czy w zespole myślicie już raczej o półfinałach?
Szczerze mówiąc zaczęliśmy o nim rozmawiać już całkiem sporo. Wprowadzanie nowych zagrywek we wszystkich formacjach, szukanie sposób na bardziej kreatywną grę. Nie zmienia to jednak faktu, że będziemy odpowiednio skupieni na Rebles. Wiemy, że każdy mecz to nie tylko szansa na zwycięstwo, ale też na stanie się lepszym w tym, co robimy. Taki jest więc nasz plan na najbliższy tydzień.


Kozły Poznań - Warsaw Eagles 7:38 (0:21, 0:7, 7:10, 0:0)

I kwarta
0:7 przyłożenie Grzegorza Janiaka po 30-jardowej akcji po podaniu Kevina Lyncha (podwyższenie za jeden punkt Brett Peddicord)
0:14 przyłożenie Grzegorza Janiaka po 15-jardowej akcji po podaniu Kevina Lyncha (podwyższenie za jeden punkt Brett Peddicord)
0:21 przyłożenie Normana Seigniousa po 50-jardowej akcji powrotnej po odkopnięciu (podwyższenie za jeden punkt Brett Peddicord)
II kwarta
0:28 przyłożenie Clauda Tindonga po 40-jardowej akcji po podaniu Kevina Lyncha (podwyższenie za jeden punkt Brett Peddicord)

III kwarta

0:31 37-jardowe kopnięcie z Pola Bretta Peddicorda
7:31 przyłożenie Jakuba Kowalczyka po 50-jardowej akcji powrotnej po przechwycie (podwyższenie za jeden punkt Szymon Barczak)
7:38 przyłożenie Grzegorza Janiaka po 21-jardowej akcji po podaniu Kevina Lyncha (podwyższenie za jeden punkt Brett Peddicord)


Mecz obejrzało 200 widzów.

Kto jest faworytem?

Przewidywania kibiców
Twoje przewidywania
DUŻA PRZEWAGA DUŻA PRZEWAGA
30% do 70% (87 głosów)

TABELA

Topliga

p. ZESPÓŁ M Z/P +/- PKT
1. Seahawks 10 9/1 260 18
2. Eagles 10 8/2 282 16
3. Devils 10 7/3 206 14
4. Rebels 10 3/7 -190 6
5. Kozły 10 2/8 -165 4
6. Tigers 10 1/9 -393 0

Sonda

Komu będziesz kibicował w rozgrywkach PLFA J-8?