CENTRUM MECZOWE 13 maja, 2012 14:00

Kozły
Poznań
33
7 I 6
7 II 0
19 III 6
0 IV 0
- OT -
12
Tigers
Kraków
rozwiń ͮ
 

Smak rewanżu

Opublikowano dnia: 15 maja 2012 | Komentarze: 0

Gdy pierwszego kwietnia w Krakowie Tigers pokonali Kozły 20:14, nastroje w obu drużynach panowały zupełnie odmienne. Wtedy gospodarze odnieśli pierwsze zwycięstwo i jak zapowiadali nie ostatnie. Dla Kozłów była to druga z rzędu porażka – i jak twierdzili - ostatnia. I to ci drudzy mieli więcej racji. Kozły, wzmocnione amerykańskim zawodnikami, odegrały się za prima aprilisową wpadkę i pokonując gości z Krakowa 33:12, zanotowały już drugie zwycięstwo na swoim koncie. Zła passa dla Tigers nie skończyła się – zaliczyli już piątą porażkę.

Niedzielne popołudnie, jak na maj przystało, powitało kibiców zgromadzonych na stadionie Posnanii… marznącym deszczem. Warunki podobne do poprzedniego meczu tych drużyn, rozegranego w pierwszym dniu kwietnia w Krakowie. Wówczas goście złorzeczyli na aurę i upatrywali w niej jednej z przyczyn porażki natomiast Tygrysy znakomicie się odnalazły w takiej pogodzie. Dlatego tym razem nie byli zbyt zmartwieni coraz bardziej mokrą murawą poznańskiej areny.

Tyrgysi skok
Losowanie wygrali krakowianie i zdecydowali, że to gospodarze wykopią futbolówkę. Spróbowali zadziwiającego, krótkiego kopnięcia, które padło łupem Zygmunta Łodzińskiego, tuż za połową boiska. Ofensywa Tigers pierwsza stanęła przed szansą zdobycia punktów. Ale twardo grająca formacja defensywna Kozłów sprawiła, że seria ofensywna gości zakończyła się odkopnięciem piłki. Tigers, obawiający się akcji powrotnych Marka Philmore'a, zdecydowali się na bezpieczny punt za linię boczną. Na boisku pojawiła się ofensywa Kozłów, którą prowadzili do boju Philmore i Deante Battle. Pierwszy jako rozgrywający, drugi - biegacz. Obaj zatem nie występowali na swoich nominalnych pozycjach. Mimo to obaj niezmiernie groźni. Niespodziewanie, w pierwszej akcji, Kozły, które przyzwyczaiły fanów do biegów, zdecydowały się na podanie.

Ale tu znać o sobie dała śliska i przemoczona piłka, która wypadła z rąk skrzydłowemu. W następnej akcji naciskany przez krakowian Philmore ratował się biegiem na zewnątrz. Nie zdobył jednak pierwszej próby. Wkrótce znów pod wielką presją znalazł się rozgrywający Kozłów, który przewracany na ziemię, rzucił futbolówkę w kierunku swojego skrzydłowego. Tam jak spod ziemi wyrósł Michał Bury, linebacker Tigers, który przed sobą miał już "tylko" 55 jardów. Bez problemów, niepokojony przez nikogo, pokonał ten dystans notując pierwsze punkty po stronie gości. Próby podwyższenia za dwa punkty podjął się Filp Mościcki, ale został zatrzymany zaledwie na jard przed strefą przyłożeń.

Return to sender
Niedługo cieszyli się z prowadzenia krakowianie. Do akcji wkroczyła ofensywa gości. Tigers nie potrafili powstrzymać biegów gospodarzy. Raz po raz z piłką ruszali Philmore, Battle, Michał Woźniak i Tomasz Moruszewicz. To właśnie ten ostatni dopełnił formalności i pięciojardowym biegiem zakończył udaną serię zagrań ofensywnych Kozłów. Za jeden punkt podwyższył Szymon Barczak i poznanianie wysunęli się na prowadzenie.

Już w następnej akcji, goście ponownie mogli przechylić szalę na swoją stronę. Dalekiego kopnięcia spróbował Patryk Barczak, a futbolówka wpadła w ręce niezawodnego Kamila Piwowara. Ten popędził między rywalami i gdy ledwo 30 jardów dzieliło go od strefy przyłożeń, dopadł go Battle, dodatkowo ratując się faulem. Kara 15 jardów sprawiła, że goście byli w dobrym położeniu. Ale te korzyści świetnie zniwelowała defensywa Kozłów, która dzięki zatrzymaniu krakowian w czwartek próbie, odzyskała posiadanie piłki.

Komedia pomyłek
Druga kwarta przebiegała w bardzo "szarpany" sposób. Posiadanie zmieniało się kilkukrotnie. Śliska piłka była przyczyną wielu błędów, które popełniały oba zespoły. Dwa razy futbolówkę zgubił Philmore, a ta padła łupem gości. W ręce rywali podawał też Mościcki. Żadna z drużyn nie potrafiła jednak wykorzystać prezentu. Dopiero pod koniec kwarty, do głosu doszła ofensywa Kozłów. Najpierw dalekim biegiem popisał się Moruszewicz, a potem, gdy od kolejnych punktów poznanian dzieliło zaledwie 25 jardów, sprawy w swoje… nogi wziął Philmore. Złe wprowadzenie piłki do gry przez centra, sprawiło, że krakowianie skupili się bardziej na poszukiwaniu futbolówki między swoimi nogami, niż na wypełnianiu swoich założeń taktycznych, co skrzętnie wykorzystał Philmore, który szybko dopadł do zguby i popędził z nią po swoje pierwsze przyłożenie. Jak się później okazało nie jedyne. Ponownie podwyższył Barczak i drużyny dzieliło już osiem punktów.

Pod koniec drugiej połowy gospodarze stanęli przed szansą podniesienia wyniku, ale dosłownie na sekundy przed upływem czasu gry, podanie Philmore'a przechwycił, grający zarówno w ataku, jak i obronie, Thad Gaebelain. Krakowianie nie dostali już szansy wyprowadzenia kontrataku, bowiem sygnał do zakończenia połowy pokazał sędzia główny spotkania - Wojciech Ratajczak.

MP3
Druga połowa zaczęła się dla gości najgorzej jak tylko mogła się zacząć. Już w pierwszej serii zagrań ofensywnych w pole punktowe popędził niekryty Philmore. Z zatrzymaniem rozpędzonego rozgrywającego gości nie poradziło sobie aż pięciu rywali, których wymanewrował serią efektownych zwodów. Przy podwyższeniu minimalnie pomylił się Barczak i w rezultacie, na tablicy widniał wynik 20:6.

Następny fragment gry należał do Tygrysów. Mościcki udanie rozrzucał piłkę do swoich skrzydłowych - Żmudy, Szarka, Podgórskiego i Gaebeleina. Potem nastąpiła seria trzech udanych zagrywek krakowskiego zespołu. Najpierw ekwilibrystycznym chwytem popisał się Szarek - łapiąc futbolówkę na granicy autu, dzięki czemu Tigers zanotowali pierwszą próbę. Chwilę później kolejną zdobył 15-jardowym biegiem Piwowar. Po chwili na przyłożenie zapracowali 27-jardową akcją Mościcki i Gaebelein. Amerykanin wyskoczył do podania z pomiędzy kryjących go przeciwników i wylądował już w strefie przyłożeń. Próba podwyższenia została zablokowana.

Radość gości znów nie trwała długo, a zmącił ją niezawodny Mark Philmore, zdobywając hat-trick. Ponownie biegiem, ponownie po 25 jardach i ponownie mijając przeciwników jak tyczki. Parę minut później gospodarze stanęli przed szansą podniesienia wyniku spotkania, ale będą tuż przed strefą przyłożeń zgubili piłkę, która padła łupem Tygrysów. Z trudnej sytuacji (krakowianie zaczynali serię ofensywną zaledwie jard od swojego pola punktowego) drużynę wyciągnął dobry bieg Piwowara. Jak się później okazało, tylko na chwilę. Mościcki nie zrozumiał się z Gaebeleinem i zamiast do Amerykanina, rzucił piłkę wprost w ręce Pawła Muzolfa, który po dziewięciojardowej akcji, ustalił wynik spotkania na 33:12. W czwartej kwarcie, pomimo coraz lepszej gry podaniowej gości i równie dobrych akcji biegowych gospodarzy, wynik nie uległ już zmianie.

Gorzej być nie mogło...
Na boisku lepsze były Kozły i to one znacznie zbliżyły się do play-off. Trudno wierzyć, by Tigers, w obecnej dyspozycji i zestawieniu, byli w stanie zagrozić przeciwnikom z "pierwszej trójki", a tylko dwa zwycięstwa podtrzymałyby ich szanse na fazę turniejową. Mimo wszystko, mecz ten przegrały… obie drużyny. Poległy w nierównym starciu z kontuzjami. Niestety, aż dwukrotnie musiała interweniować karetka. Walkę do końca, o play-off przypłacili groźnie wyglądającymi złamaniami - Marek Woźniak (Kozły) i Kamil Jaśko (Tigers).

To już kolejny uraz na długiej liście IR (niegrających z powodu kontuzji zawodników) po stronie gości. Szczęście wyraźnie im nie sprzyja. Krakowianie, którzy z konieczności stawiają w tym roku głównie na ligowych debiutantów, będą musieli poradzić sobie z podrażnionymi przegraną z Seahawks, Eagles. Kozły czeka wcale nie lżejsza przeprawa. Na wyjeździe zmierzą się z liderem tabeli - Devils Wrocław.


Tadeusz Janczykowski
t.janczykowski@plfa.pl
Biuro Prasowe PLFA

 

Zamierzamy jeszcze wygrywać!
Z Robertem Suchockim, defensywnym koordynatorem Dom-Bud Kraków Tigers, rozmawia Tadeusz Janczykowski.

Wasza kadra z meczu na mecz wygląda coraz słabiej...
Niestety z powodu kilku kontuzji, straciliśmy wielu podstawowych graczy. Podczas meczu z Kozłami, doszły następne poważne urazy. Niestety także takie, które kończą sezon dla niektórych zawodników. Nasza ławka jest coraz krótsza, ale jako trener mam za zadanie przygotować każdego zawodnika na dobry występ w meczu i nasz sztab szkoleniowy ma zamiar właśnie to zrobić. Gramy w Toplidze i w każdym meczu zawodnicy, zwłaszcza debiutujący, zbierają cenne doświadczenia.

Co się stało z Tigers, których znamy z poprzedniego sezonu?
Tigers to Tigers. To się nie zmieniło i raczej się nie zmieni. Zbudowaliśmy tutaj mocny fundament i mamy zawodników, którzy od lat ciężko pracują podczas meczów i treningów (m. in. Zygmunt Łódziński, Filip Mościski i Maciej Gińalski). Jesteśmy jedną z sześciu drużyn (z ponad 30 w Polsce) w Toplidze i jesteśmy z tego bardzo dumni. Celem Tigers było i będzie budowanie drużyny mistrzowskiej i wszystko co robimy zmierza do tego celu. Faktycznie, straciliśmy kilku podstawowych zawodników z poprzedniego sezonu i to nam bardzo utrudniło sytuacje w tym roku. Patrząc na skład, mamy bardzo dużo młodych, niedoświadczonych graczy. Wierzę jednak, że są to zawodnicy, którzy będą filarami Tigersów w niedalekiej przyszłości.

Po przegranej z Kozłami, wasze szanse na Play-Off znacznie zmalały. Co dalej z tym sezonem?
Przegrany mecz z Kozłami faktycznie utrudnił nasze szanse na play-off. Nikt tego nie ukrywa. Ale jestem dumny, że byliśmy w stanie grać równo z Kozłami, którzy posiadają w składzie zagranicznych zawodników tej klasy co Mark czy Deante (to oni zdobywają teraz najwięcej punktów dla Poznania). Sezon jeszcze się nie skończył i nasza drużyna nie podda żadnego meczu. Już w ten weekend,  Eagles dowiedzą się że nasza chęć do ostrej walki wcale się nie zmniejszyła. Teraz liczy się tylko następny przeciwnik. Zamierzamy jeszcze wygrywać w tym sezonie.

Może z Eagles?
Celem postawionym na ten mecz, jest żeby każdy zawodnik na boisku zagrał bezbłędnie. To bardzo trudne, ale spróbujemy. Jeżeli uda nam się przynajmniej w części zrealizować ten postulat to wierzę, że mecz będzie bardziej wyrównany niż ten w Warszawie.

 

Przed nami wielki test
Z Deante Battle, biegaczem Kozłów Poznań, rozmawia Tadeusz Janczykowski.

Tigers nie byli trudnym przeciwnikiem czy Wy zagraliście tak dobrze?
Nie mogliśmy sobie pozwolić na rozluźnienie, więc przygotowaliśmy się na ten mecz, tak jakbyśmy grali z Devils. Nawet pomimo tego, że zdobyliśmy najwięcej punktów w tym meczu (z dotychczas rozegranych) mamy wiele do poprawy. Zdecydowanie za dużo razy traciliśmy piłkę i nad tym musimy popracować. Tygrysom nie brakuje talentu, ale popełniają wiele błędów, tak jak my. Takie pojedyncze potknięcia utrudniają życie drużynie. Kluczem do dobrej gry jest to, żeby je wyeliminować.

Na jak długo zostaniecie w Kozłach?
Ciągle nie jest to ustalone. Mamy nadzieję, że będziemy mogli zostać aż do finału.

Wierzysz, że Kozły są w stanie nawiązać walkę z czołówką ligi i stanąć na murawie Stadionu Narodowego?

Ten weekend wiele wyjaśni. Przed nami wielki test. Gramy z Devils, drużyną numer 1. Myślę, że nasz mecz z Seahawks, nie może służyć do oceny naszej formy. Nie mogliśmy się do niego wystarczająco przygotować. Myślę, że rezultat byłby inny gdybyśmy grali teraz, po tym okresie, który już spędziliśmy z drużyną.

Czego się spodziewasz po Devils?
Przede wszystkim - dobrego meczu. Wiem, że wielu zawodników Devils, nie przepada za mną i Markiem, bo wygraliśmy z nimi dwa razy, w zeszłym roku. W tym raz w najważniejszym meczu w ich karierze - w SuperFinale. Na pewno będą chcieli nam coś udowodnić.

 

Kozły Poznań - Dom-Bud Kraków Tigers 33:12 (7:6, 7:0, 19:6, 0:0)

I kwarta

0:6 przyłożenie Michała Burego po 58-jardowej akcji powrotnej po przechwycie
7:6  przyłożenie Tomasza Moruszewicza po 5-jardowej akcji biegowej (podwyższenie za jeden punkt Szymon Barczak)

II kwarta

14:6 przyłożenie Marka Philmore’a po 25-jardowej akcji biegowej (podwyższenie za jeden punkt Szymon Barczak)

III kwarta

20:6 przyłożenie Marka Philmore’a po 24-jardowej akcji biegowej
20:12 przyłożenie Thada Gaebeleina po 27-jardowej akcji po podaniu Filipa Mościckiego
26:12 przyłożenie Marka Philmore’a po 26-jardowej akcji biegowej
33:12 przyłożenie Pawła Muzolfa po 9-jardowej akcji powrotnej po przechwycie (podwyższenie za jeden punkt Szymon Barczak)


Mecz obejrzało 250 widzów.

 

Kto jest faworytem?

Przewidywania kibiców
Twoje przewidywania
DUŻA PRZEWAGA DUŻA PRZEWAGA
76% do 24% (144 głosów)

TABELA

Topliga

p. ZESPÓŁ M Z/P +/- PKT
1. Seahawks 10 9/1 260 18
2. Eagles 10 8/2 282 16
3. Devils 10 7/3 206 14
4. Rebels 10 3/7 -190 6
5. Kozły 10 2/8 -165 4
6. Tigers 10 1/9 -393 0

Sonda

Komu będziesz kibicował w rozgrywkach PLFA J-8?